W swojej trzeciej książce poetyckiej Kinga Skwira konstruuje świat wewnętrzny oparty na redukcji: oszczędny, ale czujny, usiany mnóstwem subtelnych napięć. Intensywność Zacznijcie beze mnie bierze się nie z eskalacji, lecz z dyscypliny dawkowania – z uważności wobec momentów przejścia, rozpadu, ledwie uchwytnych przesunięć sensu. Oczekiwanie prędko obrasta kurzem rozczarowań, miłość niesie w sobie zapowiedź straty, a doświadczenie zostaje wchłonięte przez bezlitosną zwyczajność codzienności. Czas nie tyle płynie, co pracuje: wyrabia i ugniata. Drogi rozjeżdżają się w przypadkowych kierunkach. Niby trzeba się spieszyć, tylko nie wiadomo po co ani dokąd. Pozór stawki pozostaje utrzymany – jakby było coś do wygrania – jednak znaczenie tej gry rozmyło się dawno temu. A gdyby w tym świecie nadmiaru i iluzji sprawczości zrobić dwa kroki w tył? Nie z lęku, a z niezgody na fałsz oczywistości.
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.