Megan Nolan, Zwykłe ludzkie ułomności
Rzecz się dzieje w Londynie lat dziewięćdziesiątych, do którego z Irlandii przenosi się rodzina Greenów, uciekająca przed stygmatyzacją z powodu ciąży ich nastoletniej córki. Spotykamy ich w momencie, gdy na Lucy – urodzoną z niechcianej ciąży dziewczynkę, „straszne dziecko”, jak zgodnie powtarzają domownicy i sąsiedzi – pada podejrzenie o zamordowanie koleżanki z podwórka. Dziennikarz londyńskiego brukowca węszy w tym zdarzeniu szansę na zawodowy sukces – przy pomocy opłacanej łapówkami policji zamyka rodzinę w hotelu i podlewając im tam pobyt alkoholem, liczy na wyciągnięcie informacji, które zrobią z niego gwiazdę.
Trzymająca w napięciu fabuła jest tu oczywiście atutem, ale o wielkości Zwykłych ludzkich ułomności stanowi empatia, z jaką autorka potrafi wczuć się w myśli i emocje tych, którzy – w powszechnej opinii – „nie umieją się wysławiać”.
Niezwykła powieść o zwykłym życiu i nieopatrznych krokach, jakie każdemu mogą się zdarzyć, a odmieniają los na zawsze. Dziedziczone z pokolenia na pokolenie traumy i słabości, ugruntowane miejscem w społecznym porządku, Nolan podnosi do rangi fatum; porywy serca, pożądania czy gnuśność ukazuje na kształt hybris. Czyta się tę kronikę dnia mizernego niczym tragedię grecką – choć pozbawioną patosu i bogów.